Chwila nieuwagi

[41]
TJ Sokol Hat’ “B”-TJ Spartak Chuchelna “B”  2:1 (1:1)
ONDRÁŠOVKA IV.třída sk.A muži (X liga)
widzów:20
wstęp wolny,ale bilety można było znaleźć

W końcówce sezonu,gdy mecz wypada w środę zawsze mam jakiś taki odruch,by nadrabiać środy,w których na meczu nigdzie nie byłem.Niezależnie od tego,gdzie grają i o co.Byleby to był mecz oficjalny.I MĘSKI.Bowiem dokładnie tego samego dnia mecz decydujący o mistrzostwie Polski miały rozgrywać piłkarki RTP Unia.A jako że wizytowałem już ten team wczesną wiosną tzn późną zimą,to postanowiłem wybrać się na najbliższy mecz mężczyzn.Wyszło na to,że odbywać się on będzie w Haci.Byłem tam już parę razy.Ale zawsze przy powtórkach wizytacyjnych szukam jakichś minimalnych nowinek..A na meczu Sokola “B” to jeszcze nie byłem.Tego dnia był upał jak cholera.Mimo słonecznej pogody występ “beczka” cieszył się minimalnym by nie powiedzieć zerowym zainteresowaniem ludzi,którzy pomimo tego,ze przechodzili obok boiska nie mieli ochoty na sportowe emocje.Piszę emocje,bo gospodarze mieli jeszcze matematyczne szanse na opuszczenie najniższej klasy rozgrywkowej i pozbawienie się niezmiernej radości,jaką są zapewne mecze ze Spartakiem Rohov.Drużyna gości-notabene sąsiedzi Rohova (geograficzni,nie w tabeli)- grała już tylko dla tzw.szpasu.Poziom gry w pierwszej połowie nie był aż taki zły.Szwankowała jedynie skuteczność.Garstka hackich (?!) fanów często pocieszała po każdej akcji jednego ze swych ulubieńców.A ile on piłek zmarnował-nie da się policzyć.Tyle do przerwy.Jak się okazało była ona bardzo krótka.Liczyłem,że obrócę do sklepu gdzie chciałem się,jak by to powiedział w filmie “Jak to się robi” Jan Himilsbach-zaopatrzyć.Ale nie w wodę ognistą,lecz-jak się okazało w wodę sponsora ligi :D.Co ciekawe-piłkarze pili jakąś niezidentyfikowaną substancję z bidonów.I gdy już się zaopatrzyłem w ONDRÁŠOVKĘ o smaku leśnych płodów,zawróciłem na boisko.Patrzę i oczom nie wierzę!Przed sekundą padła właśnie bramka dająca prowadzenie gospodarzom.I była bodaj 52 minuta.A przecież sklep znajduję się z 3 minuty drogi od boiska!Skandal,skandal i jeszcze raz skandal.Druga połowa była już totalnie festynowa.Zapamiętałem jedynie pretensje arbitra głównego do jednego z bocznych,który zamiast machać gdy należy ucinał sobie pogawędki z kolegami z ławki.Magia leśnych płodów podziałała na mnie negatywnie,bo nabawiłem się drobnego przeciążenia.I musiałem odpocząć piłkarsko aż do soboty.Chociaż w czwartek i piątek w bliskiej okolicy Czesi także grali.