Ostatni (?) jesienny (?) kontredans…

Myślałem,że w trzydniowy weekend listopadowy każdy dzień będzie obfitował w dalszy wojaż,ale niestety 11 listopada w okolicy bliższej i dalszej nie obrodziło meczami “kolejowymi”.Pozostał więc klub kolejowy pierwszego kontaktu,czyli LKS 07 Markowice,który mierzył się u siebie z LKS Bieńkowice.Goście w ostatnich dwóch meczach stracili 8 bramek,nie strzelając żadnej.Spodziewałem się więc,że Markowice wygrają.Tymczasem miejscowi nie wykorzystywali w haniebny sposób sytuacji,a goście punktowali jak doswaidczony bokser.Efekt?2:5.In plus,że wsiadłem w pociąg,obejrzałem mecz,i zaraz po meczu miałem pociąg powrotny.In minus-nie było biletów (może skuli święta?:),i nie zdobyłem egzemplarza do wymiany.

Że końcówka,to i szaleństwo.Czyli w sobotę mecz Unia Tułowice-Burza Lipki.Do Tułowic wybierałem się już wcześniej,ale dopiero teraz był odpowiedni dojazd i odjazd.Stąd o wyborze meczu nie decydowała atrakcyjność meczu.Byłem po prostu ciekaw samej miejscowości,bo jeszcze tam nie byłem,i rzecz jasna tułowickiego stadionu.No a w samej miejscowości chciałem zobaczyć przeładny pałacyk przy technikum leśnym,gdzie jak wyczytałem wyremontowano dach.Zdążyłem przed meczem,bo odległość nieduża.Przy wejściu nabyłem bilet z gatunku państwowych,tym razem za 4 złote,a nie standardowo 5.Sam obiekt bardzo mi się spodobał.Krzesełka plastikowe,część z nich kryta.Niestety,jest łyżka dziegciu.Mecz,który obejrzałem,był ….gorszy od serie B Racibórz z piątku!.Obie ekipy biegały,kopały,ale futbolem to trudno nazwać.Wynik 2-2 wcale nie oznacza,że było ciekawie.Zdecydowanie jedno z najgorszych spotkań tej jesieni jak dla mnie.Na tułowickiej stronie zawsze są plusy i minusy,ich liczba i treść z wcozraj pokrywa się z moimi wnioskami…A,i jeszcze smaczek.Przy kasie była kartka z napisem”zakaz wnoszenia na obiekt alkoholu”.Przepisy są po to,by je omijać,bo złocisty trunek sączony był pzrez niejedne usta.

Trzeci dzień miał przynieść wiecej emocji,bo dla odmiany wybrałem się na mecz pierwszej grupy okręgówki.LZS Mechnice podejmował sensacyjnego beniaminkolidera Unię Murów.Na ten obiekt też polowałem długo.A najlepsza organizacja pobytu trafiła się również dzisiaj.Nieco się pokręciłem,pospacerowałem w drugą stronę do Wrzosek,zawróciłem i dotatłem do Mechnic.Lewin Brzeski,Brzeg..a nieco bliżej LZS Mechnice.Mowa oczywiście o kolejowej korelacji futbolowo-torowej (aj,jeszcze przecież Gogolin!).Obiekt również ładny.Krzesełka zielone.A ludzie siedzą poza tym na ławkach typu ławki oraz wzdłuż całego obiektu.Byłem 40 minut przed meczem i….nie czekał nikt z biletami.Nie doczekałem się do końca meczu (na bilety).Sam mecz był lepszy od wczorajszego.Ale lider z Murowa który wygrał spotkanie 1-0 według mnie w raciborskiej A-klasie walczyłby w środku tabeli.Albo taka słaba liga,albo słabszy dzień?.Najbardziej na meczu podobali mi się:

-kibice Unii Murów,dopingujący swój zespół,co prawda falami,ale kulturalnie,bez wulgów w stronę rywala etc,ciekawa,awangardowa i niezbyt liczna grupka kibicowska

-spiker mechnicki,który był istnym mistrzem mikrofonu,wiedział gdzie uczy trener gości (“ciało pedagogczne,proszę państwa”),i kto jest czym synem etc.wyniki z innych lig i przebieg meczu okraszał trafnymi powiedzonkami (może to był prezes LZS Mechnice?:)

-nie było biletów,ale był “Mechnicki Niedzielnik Sportowy”,gazetka klubowa z wynikami innych lig,zapowiedzią meczu,sylwetka rywala i podziwu godne statystyki klubowe,gazetka była darmowa za co jeszcze większy plus

Ad biletam,to był pan z “kolektą”,ale….zbierał wolne datki ,a dobroczyńcom wręczał…gazetkę klubową!.Rzecz jasna tym którzy wcześniej nie uraczyli się jej lekturą.

Jak mi się jeszcze coś wspomni,to zawsze jest edycja postu:).A edycja jesienna z moim udziałem prawdopodobnie się zakończyła.Raczej się nigdzie już nie wybiorę (nigdy nie mów nigdy).Na podsumowania i inne dygresje,poczekam do przyszłego poniedziałku.